Biocracking. Znaczy że co?

Znaczy że hakowanie komputerów własnym ciałem - nie, nie tak; za pomocą DNA. Już tłumaczę. Gdzieś w 2017 roku naukowcom z amerykańskiego (no bo jak inaczej) University of Washington udało się zakodować komputerowego wirusa w nici DNA, a następnie za jego pomocą włamać się do komputera. Dokonali tego poprzez (pozwolę sobie opisać to najprościej, jak się da - zainteresowanych szczegółami technicznymi odsyłam do sieci) stworzenie sztucznego fragmentu DNA i takie nim manipulowanie, by odczytany przez komputer zawierał w sobie kod zinterpretowany przez maszynę jako komendę pozwalającą przejąć nad nim kontrolę. Jest to znaczący krok na drodze do bioinżynierii, lecz otwiera także, jak to często bywa w rozwoju nauki, bardzo niepokojące możliwości. Naukowcy mówią o możliwości „biohackingu”, inaczej DNA-terroryźmie jako realnej możliwości infekowania komputerów przez ludzi z odpowiednio zaprogramowanym kodem genetycznym. Z bardziej przyjemnych możliwości otwierają się takie, jak przechowywanie danych w genach - swoiste „ludzkie flash drive'y”. Osobiście jestem za, pod warunkiem, że nie będzie to zmieniać ludzi w mutanty a la Resident Evil.

Ciekawe, ale zainteresował mnie też inny, choć zbliżony pomysł - czy da się tak zrobić w drugą stronę? Czy da się zaprogramować oprogramowanie komputerowe tak, by wpływało na kod zawarty w ludzkim kodzie genetycznym? Przyszłość zapewne odpowie nam także i na to pytanie.


Wyciekły nieznane dotąd szczegóły specyfikacji aparatów fotograficznych serii Galaxy S10

Smartfon z fizyczną, wysuwaną klawiaturą QWERTY ?

comments powered by Disqus